Pochwała hipokryzji i relatywizmu, felieton w Gazecie Wyborczej, 19.03.2009
2009-03-25 07:48:44
Tygodniowe milczenie premiera Tuska w sprawie wicepremiera Pawlaka, potem jego wystąpienie w sprawie Pawlaka - Misiaka, jak również wielodniowe utyskiwanie mediów z powodu milczenia premiera mają jeden wspólny mianownik.
To chęć utrzymania maluczkich w stanie niewiedzy o prawdziwej naturze polityki, co do której i premier, i media nie mają żadnych wątpliwości, a którą to niewiedzę w imię hipokryzji solidarnie pielęgnują.
Premier, zgodnie z przewidywaniami, pogrzebał Misiaka. Pogrzebał go z tym większą intensywnością, im bardziej był bezradny w sprawie Pawlaka. Ponieważ w sprawie Pawlaka nie mógł zrobić nic, zamanifestował swą twardość wobec Misiaka. W ten sposób ocalił mit niepokalanej Platformy. Co łatwo było przewidzieć, wbijaniu Misiaka na pal towarzyszyło perorowanie o wyższości standardów Platformy nad standardami PSL. Tusk zdawał się mówić, że "na Platformie" to on standardów pilnuje, ale w PSL-owskiej stajni Augiasza, sami rozumiecie, jest bezradny. Tusk, wszechmocny wobec współtowarzysza Misiaka, okazał się bezradny w sprawie, jeśli dobrze rozumiem, swego podwładnego Pawlaka.
To teraz pochwała owego relatywizmu i dwuznaczności. Otóż Tusk, topiąc Misiaka w imię Pawlaka, czyli koalicji i rządu, zrobił oczywiście słusznie. Trudno bowiem, by rząd tonął w imię niezinternalizowania przez PSL tego, czym jest nepotyzm, które może i nastąpi za naszego życia, ale niekoniecznie. Miał oczywiście rację premier, gdy mówił o różnych etycznych standardach w PO i w PSL.
Hipokryzja i dwuznaczność, politycznie absolutnie uzasadnione, polegają na tym, że mówiąc o owej dwoistości standardów, nie powiedział, iż o wiele istotniejsza jest inna ich dwoistość. Standardy można egzekwować, gdy polityczny tego koszt da się skalkulować i okiełznać, nie egzekwuje się ich natomiast, gdy cena za to byłaby wygórowana. Krótko mówiąc, można medialnym wilkom rzucić Misiaka właśnie po to, by ocalić Pawlaka. I nie cynizm zarzucam Tuskowi. Przeciwnie, doceniam jego realizm. Ponieważ standardy warto stosować wobec Misiaka, a nie wobec Pawlaka. To nie jest cynizm Tuska. To jest polityka.
Powiedzmy sobie szczerze, jest tylko jedno państwo europejskie, w którym konflikty interesów z założenia nie występują. To Włochy, skutecznie sprywatyzowane przez premiera Berlusconiego. Tam konfliktu nie ma, bo wszystko albo należy do Berlusconiego, albo jemu służy. Ale - by na sprawę Misiaka - Pawlaka spojrzeć w szerszym kontekście - zwróćmy uwagę, że przypadki nepotyzmu i konfliktu interesów na nieskończenie poważniejszą skalę niż w przypadku Misiaka - Pawlaka występują w demokracjach o wiele bardziej "wystandaryzowanych" niż nasza.
Bill Clinton wyrzucił swego ministra rolnictwa Mike'a Espy'ego za to, że ten przyjmował od lobbysty bilety na mecze futbolowe, ale sam wynajmował sypialnię Lincolna w Białym Domu dla sponsorów swej kampanii reelekcyjnej. Wiceprezydent Cheney był największym adwokatem uderzenia na Irak, którego największym beneficjentem była jakże bliska mu firma Halliburton.
Najważniejszego współpracownika Tony'ego Blaira Petera Mandelsona dwa razy wyrzucano z rządu, a to za korzystanie z nieoprocentowanej pożyczki od sponsora Partii Pracy, a to za pomoc w załatwianiu brytyjskiego obywatelstwa hinduskiemu szemranemu biznesmenowi. Mandelson szybko jednak wrócił. Najpierw został komisarzem w Unii Europejskiej, a teraz ratuje rząd Gordona Browna.
Powiedzmy sobie szczerze - numery Clintona, Cheneya i Mandelsona były dożo grubsze niż te, które wykonali Misiak i Pawlak. Zasada w USA i Wielkiej Brytanii była jednak podobna jak u nas. Espy'ego można było wyrzucić tak jak Misiaka, bo koszt tego był żaden. Clintona, Cheneya i na dłuższą metę Mandelsona wyrzucić się nie dawało, bo tak jak Pawlak albo rządzili, albo byli do rządzenia niezbędni.
Chwaląc więc Tuska za realizm, chwalę też media za ich udawany idealizm, który jednak jakoś tam polityków dyscyplinuje. W każdym razie Misiaków, bo Pawlaków już nie. I wspieram realizm premiera oraz idealizm mediów, nie mogąc wszelako nie dostrzec równie bolesnego co zabawnego szpagatu między amatorszczyzną i marnością naszej polityki a towarzyszącą jej świętoszkowatością. Poza wszystkim Misiak i Pawlak dali nam szansę na wielodniową ucieczkę od realnych problemów. To też jest jakaś wartość.

