Strona główna tvp.pl

Kompro-PIS, felieton w Gazecie Wyborczej, 06.03.2009

2009-03-18 17:09:12

Trzeba być wdzięcznym prezesowi Kaczyńskiemu, że szybko wyzwala nas z dysonansu poznawczego, w który wprowadził publikę, prezentując jakiś czas temu inną twarz - swoją i swojej partii.

20 lat temu w czasie obrad Okrągłego Stołu w pobliżu ówczesnego gmachu KC wisiał wielki transparent z napisem "Partia ta sama, ale nie taka sama". Po okresie niejasności w sprawie istoty PiS, będących efektem sesji psychoterapeutycznych (od tego zapewne wywodzi się skrót PR), mamy już jasność - PiS, partia ta sama i taka sama.

Politycy PiS jeszcze się gryzą w język, ale stara, czytaj prawdziwa, natura bierze górę. Po tygodniu uśmiechów coraz częściej widzimy szczękościsk. A w chwili poluzowania mięśni szczęk słyszymy już nie, jak przez moment, uszczypliwości, ale żenujące sentencje, jak ta o Słowacji, co to ma euro, ale jak się nad nią leci, to mniej świateł widać niż w Polsce, lub wprost - grubo ciosane propagandowe walnięcia werbalną pałą. Minister Kamiński z oczywiście ponadpartyjnego urzędu prezydenta sugeruje, że Tusk kłamał w sprawie euroobligacji, bo przecież Barroso nie kłamał. Pochodzący z Nowego Sącza poseł Brudziński wymachujący propagandową ciupaską, by ukryć swą dobrotliwą naturę i zademonstrować wierność jedynie słusznej linii partii, ujawnia, że "Platforma zaorała stocznie".

Sam prezes Kaczyński zaś stwierdza jak zawsze w sposób zdradzający brak wątpliwości, że z Brukseli Tusk wrócił na tarczy. Powrót na tarczy ma polegać na tym, że premier nie poparł planu pomocy dla naszego regionu przedstawionego przez węgierskiego premiera, w który to plan nie wierzył sam węgierski premier. Otóż Tusk nie zgodził się po prostu na to, by w ramach Unii wyodrębnić maruderów z dawnych demoludów, a jednocześnie by zamazać wszelkie różnice między tymi demoludami, które - jak Węgrzy - robią bokami, a tymi, które - tak jak my - radzą sobie przyzwoicie. Krótko mówiąc, premier zachował się absolutnie racjonalnie, a stwierdzenie, że wrócił na tarczy, ma mniej więcej taki sens jak stwierdzenie, że wrócił na perskim dywanie.

Kilka miesięcy słyszeliśmy od lidera PiS, jak bardzo chce on rozmawiać z Tuskiem o walce z kryzysem. Teraz już wiemy, że prezes nie chciał rozmawiać, nie chciał nawet, by go wysłuchano, chciał, by go posłuchano i by wykazano posłuszeństwo. Prezes powiedział mianowicie, że on bardzo chce kompromisu z Platformą i rządem. Ponieważ jednak sensowny program walki z kryzysem ma tylko PiS, kompromis ma polegać na tym, by rząd przyjął program PiS. To byłby taki kompro-PiS. W ramach kompro-PiS rząd miałby się jeszcze zgodzić na referendum w sprawie euro, w którym pytanie brzmiałoby w stylu: "Czy jesteś za głupim pomysłem Platformy, czy za mądrym pomysłem PiS?". Premier najwyraźniej wykazał w rozmowie z prezydentem w sprawie terminu wejścia do strefy euro pewną elastyczność, ale wiele wskazuje na to, że kompro-PiS byłby możliwy, gdyby Tusk zrezygnował z euro, z władzy oraz z funkcji szefa Platformy. A ponieważ te warunki są skromne, marszałkowie Komorowski i Niesiołowski musieliby jeszcze zrezygnować ze stanowisk, a poseł Palikot z mandatu poselskiego.

Jakby pomysłów na kompro-PiS było mało, gotowość mediowania w sporze zgłosił prezydent. Sęk w tym, że tu nie zdanie prezydenta, ale nadprezydenta się liczy, a jedyną osobą, z którą prezydent jest w stanie pójść na kompromis, jest jego brat. Przy czym i tu idzie o kompro-PiS, czyli pójście nie na kompromis, ale na rękę prezesowi. Może niech prezydent, który w środę nie chce referendum w sprawie euro, a w czwartek po telefonie od brata zmienia zdanie, już lepiej nie mediuje. Może na początek prezydent niech pójdzie na kompromis ze sobą w sprawie traktatu lizbońskiego.

Kryzys w istocie zasługuje na poważną debatę i na znalezienie między największymi partiami jakiegoś choćby najmniejszego wspólnego mianownika. O Unii Europejskiej też warto w Polsce rozmawiać. Szczególnie w sytuacji, gdy niektóre państwa zachowują się w niej jak lord Jim - wskoczyć do szalupy ratunkowej, nie zważając na to, co dzieje się z pasażerami (z tą różnicą, że europejscy "Jimowie" nie mieliby ani wyrzutów sumienia po śmierci pasażerów, ani poczucia utraty honoru, gdyby pasażerowie ocaleli). Ale w żadnej z tych spraw żadnej poważnej debaty w Polsce nie będzie. Ona byłaby możliwa tylko wtedy, gdyby prezes choćby przez moment wierzył w zadekretowany przez siebie "pokój". Dziś wiemy już, co ma na myśli prezes, gdy mówi: "pokój". Mniej więcej to samo, co wtedy, gdy mówi: "kompromis".

BZdUtZuxBysaQz (2010-05-30 19:55:50)

yDp17b yzfemgmqndkb, [url=http://ghhfusfkfzab.com/]ghhfusfkfzab[/url], [link=http://wnozdcnbnwyt.com/]wnozdcnbnwyt[/link], http://ytzizzdrymfs.com/

(2010-05-21 13:17:30)

lis zpisz sie do sztabu PO

aApzHVdQppsCPjINz (2010-02-17 13:07:59)

D6AFb3 lzsytosrqere, [url=http://upcvmhtxsozs.com/]upcvmhtxsozs[/url], [link=http://grvkrrscerbn.com/]grvkrrscerbn[/link], http://puwrkbfycono.com/

AYvNJxixSbMg (2010-01-16 20:31:28)

VFXtoM zirlzbithkwo, [url=http://szrzajqufjjh.com/]szrzajqufjjh[/url], [link=http://tzavucsifpqs.com/]tzavucsifpqs[/link], http://biljxissnueb.com/

darek (2009-06-15 21:37:29)

a co tu komentować;ten tekst mowi wszystko
,,To musi być strasznie nudne: bez przerwy krytykować tylko jedną partię, a jej konkurenta tylko chwalić. Bo że to dziennikarsko nieuczciwe, to rzecz oczywista. Ale jeśli jest się publicystą gazety, której "nie jest wszystko jedno", to widać, że żyje się według innej hierarchii wartości. Ważna jest sprawa, za którą się walczy, a nie fakty -
By nie być gołosłownym: proszę wziąć egzemplarz "Gazety Wyborczej" z ostatnich dni i dwa markery. Jednym kolorem zaznaczmy teksty krytyczne wobec partii, której prezes nosi inicjały JK. Drugim zakreślmy teksty krytyczne wobec ugrupowania, któremu szefuje DT. Następnie wystarczy porównać proporcje.

Jeden z publicystów wspomnianej gazety, Paweł Wroński, napisał kilka dni temu, że PiS nie miałoby co robić, gdyby nie Niemcy. To a propos awantury o deklarację przedwyborczą CDU-CSU i polskie nań reakcje. Może to i prawda z tym zafiksowanym na punkcie Niemców PiS-em, ale to odnosi się też do "Wyborczej". Gdyby nie Kaczyńscy to "Wyborcza" też nie miałaby co robić. A tak na każdej stronie, od jedynki, po wszystkie krajowe - skrupulatnie wylicza się wszystkie zbrodnie PiS. Ich natężenie jest tak ogromne, że można popaść w głębokie przygnębienie. Bo jak to możliwe, że Bóg nie grzmi i toleruje tak wielkich łajdaków.

>>> Historyczna manipulacja "Wyborczej"

Na tle tych zbrodni inni uczestnicy polskiej polityki prezentowani są jak anioły. Ich nie dotyczą afery, ich politycy nie mówią rzeczy głupich, i nie da się im przypisać żadnej niekonsekwencji. Wypisz wymaluj - Unia Demokratyczna. Ona też była nieskazitelna. Tak bardzo, że "Wyborcza" zagłaskała ją na śmierć. Tak jak potem Włodzimierza Cimoszewicza. Może lukrowana przez "Wyborczą" Platforma Obywatelska powinna wejść z nią w ostre zwarcie, by nie podzielić losu tamtych bytów doskonałych?

Mnie przy tym zastanawia stan ducha autorów GW. Tak z zawodowej ciekawości. Bo lukrowanie ciągle tym samym i dowalanie wyłącznie "Kaczorom" musi być strasznie nudne. Taka intelektualna monokultura, wyjaławiająca jak bawełna Alabamę. Rzekłbym nawet, że nawet to obciachowe, bo nawet początkujący dziennikarz wie, że jakość "mężów stanu" ze wszystkich polskich ugrupowań jest z grubsza porównywalna. Dowalanie PiS-owi jest owszem bardzo wdzięczne, ale flekowanie innych - nawet Platformy - też daje dużo radości. Więc to nie ślepota, ale zaślepienie.

Dziennikarz "Newsweeka" Piotr Śmiłowicz na swoim blogu umieścił pyszną anegdotę. O tym jak Agora zwróciła się do amerykańskiej firmy ze zleceniem, by ta pomogła jej w restrukturyzacji koncernu. Amerykanie zapoznali się z ofertą, przyjrzeli się strukturze Agory i odmówili. Uzasadniając, że nie pracują z sektami. Niektórzy wierzą, że tak było naprawdę. Jak tego nie wiem, ale jak mawiają Włosi - si non e vero e ben trovato.
W sumie to nic dziwnego. Na całym świecie sekty - także te w znaczeniu przenośnym, dotyczącym ich mentalności - mają swoje gazety. W końcu Moon też kupił kilka tytułów. A u nas w Polsce jest "Nasz Dziennik" i "Strażnica" Świadków Jehowy. Więc może być też "Gazeta Wyborcza". Mnie to nie gorszy, ale po co tyle paplania o obiektywizmie? Misjonarze przecież go nie potrzebuj"