PO-PIS arogancji, felieton w Gazecie Wyborczej, 20.02.2009
2009-03-18 16:59:53
Najpoważniejsze światowe gazety wyglądają teraz jak działy nekrologów - tu umarła jakaś fabryka, tu ludzie stracili pracę, tu waluta dostała w łeb, tu awantura o pakiet ratunkowy.
Z trwogą spojrzałem więc w środę na pierwsze strony prestiżowych dzienników "Financial Times" i "Herald Tribune". W obu Polska na pierwszej stronie, a duża część tego pierwszego na dodatek wytapetowana naszymi banknotami pięćdziesięciozłotowymi.
Gdy byłem korespondentem w USA, molestowano mnie pytaniami w stylu: "Co o tym, co się u nas dzieje, mówią i piszą w Ameryce?". Pytanie było o tyle kłopotliwe, że w 99 na 100 przypadków odpowiedź brzmiała "nic", co mogło nasuwać komuś myśl, że kręcę, bo nie chce mi się zrobić korespondencji.
Teraz wylądowaliśmy na pierwszej stronie. Już nie, jak dawniej, jako wschodnioeuropejski prymus, ale jako jeden z wielu najbardziej zagrożonych w naszym regionie przez wschodnioeuropejski kryzys. W czasach gdy stacjonowałem w Waszyngtonie, o Polsce pisano tylko dobrze albo bardzo dobrze, o polskiej gospodarce prawie zawsze z entuzjazmem.
Wtedy byliśmy prymusem. Czarną owcą w naszych okolicach była Słowacja. Władzę sprawował tam niejaki Mečiar, co to Europy nie lubił, opozycji nie lubił, służby lubił, mediów nie lubił (kogoś Państwu ten zestaw "lubień" i "nielubień" przypomina?). Ale satrapy w końcu się Słowacy pozbyli. I zaczęli uprawiać politykę na serio. Reformy też robili na serio. Dziś Słowacy mają euro i się śmieją, a my mamy palpitacje serca podobne do palpitacji kursu złotego. Tu, jak mówi młodzież, nie ma ściemy.
Zadanie domowe odrobione, praca wykonana, to i efekty są. U nas było wzmożenie moralne, rewolucja moralna, IV RP, walka z układem była, tylko nikt nie miał głowy do takich "drobiazgów" jak gospodarka, strefa euro, reformy itd.
Rząd Tuska zdecydował się na interwencję na rynku walutowym. Przyniosła dobry efekt, czy trwały, nie wiem, zobaczymy. Istotne jest to, co ten rząd zrobi, by w przyszłości desperackie interwencje nie były potrzebne.
Dobrze by było, gdybyśmy z tej trudnej sytuacji wyciągnęli sensowne wnioski. Pokazujmy drzwi tym, co nam dają proste recepty na rozwiązanie skomplikowanych problemów. Nie kasujmy tych, którzy mają dość odwagi, by nie traktować nas jak idiotów, by rozmawiać z nami na poważnie, na poważnie mówić o tym, gdzie jesteśmy, gdzie chcemy być i co zrobić, by dojść do celu. Pozwólmy traktować się poważnie. To nie jest apel o poparcie Platformy. Raczej ostrzeżenie przed tymi, którzy powiedzą byle co, wszystko, by zająć jej miejsce. Już tam byli. Pamiętamy? Chcemy powtórki?

