Stoliczku, odkryj się, felieton w Gazecie Wyborczej, 05.02.2009
2009-02-17 15:55:26
Obchody "okrągłostołowe" są jednocześnie ożywcze i zasmucające.
Ożywcze, bo w skutek tzw. polityki historycznej Okrągły Stół, który miał być zmasakrowany w pakiecie z Lechem Wałęsą, został reanimowany, słusznie zajmując miejsce jednego z najważniejszych i absolutnie pozytywnych wydarzeń w polskiej historii. Zasmucające, bo rozczarowująca jest niemal całkowita bezproduktywność owych wspominków, którym nie towarzyszy żadna poważna refleksja o tym, dokąd zmierzamy i o co walczymy.
Jak wiadomo z literatury, to, że Aleksander Macedoński był wielkim człowiekiem, nie uzasadnia łamania krzeseł. U nas, naprawdę niedawno, próbowano naszemu Aleksandrowi, czyli Wałęsie, wielkości odmówić, a przy okazji połamać stół. Okrągły. Zastąpiono go nawet jakimś stołem prostokątnym tworzonym przez służby, gospodarcze męty, sprzedajnych polityków i jeszcze coś tam coś tam. Warto o tym pamiętać, bo niewiele brakowało, a dyskusja o Okrągłym Stole toczyłaby się u nas nie pod hasłem - jakie było jego znaczenie, ale pod hasłem - był on ci on narodową zdradą, pytanie, czy większą niż Targowica, czy mniejszą. Polityka pseudohistoryczna albo doskonale ahistoryczna była bliska triumfu i dzisiaj wszystkie wykształciuchy mogłyby już cieniutko skamleć pod stołem, okrągłym. Poniosła jednak klęskę, co rzeczom, zdarzeniom i ludziom nadało właściwy, sensowny wymiar.
Teraz o tym co zasmucające. Cofnijmy się o 71 lat. Jest listopad 1938 roku. Można już bilansować mijające po I wojnie dwudziestolecie, ale trudno wybiegać wprzód o lat 20. Polska ma na głowie ważniejsze problemy. Niebo zachmurzone, nieszczęście tuż, tuż. Wróćmy do dnia dzisiejszego. Na horyzoncie nie widać nic, co polskie marzenia o dobrej przyszłości mogłoby unicestwić. Bo przecież czymś takim nie jest nawet kryzys gospodarczy, z którym mamy do czynienia teraz. Czymś, co marzeń może nie unicestwi, ale co może uniemożliwić ich realizację, jest natomiast zadziwiający brak refleksji o tym, co będzie. Obcięliśmy już prawie 20 miliardów, przedyskutowaliśmy już ważny problem, czy prezes PIS przepraszał na serio, czy dla picu. Doskonale, ale co to wszystko ma do sensownej debaty o tym, co będzie za lat kilka i kilkanaście, jak to się ma do zmierzenia się z realnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi stojącymi przed Polską i Polakami?
Były premier mówi, że trzeba nam lotnisk, autostrad i igrzysk, co warto docenić, bo wykracza to poza perspektywę chleba. Obecny premier i jego partia mówią o potrzebie obcięcia albo zamrożenia dotacji budżetowych dla partii. Cudownie. Jakże zgrabny PR-owski manewr. Pokażmy solidarność ze społeczeństwem. Cóż, wolałbym, żeby politycy solidaryzowali się ze mną w inny sposób. Jestem więc przeciw obcinaniu budżetowych wydatków na partie. Zgoda, obetnijmy wydatki na billboardy, Francuzi ich nie mają, a trudno uznać ich demokrację za kulawą w zestawieniu z naszą. Obetnijmy wydatki na infantylne spoty wyborcze ("mordo ty moja"), dzięki którym mogą się realizować różnopartyjni spin-felczerzy, a zarobić mogą rozmaite, często zaprzyjaźnione firemki. Zamiast tych idiotycznych wydatków zobowiążmy partie do wydawania określonej części pieniędzy z budżetu na analizy badawcze.
Nie na raporty pod tezę, które mają potwierdzić, że kurs kolegi X czy Y jest do bani, lecz na raporty, które partyjnym liderom dadzą realną perspektywę dotyczącą realnych możliwości, a na dodatek zwolnią ich z obowiązku cierpiętniczych i średnio konstruktywnych rozmyślań w klarysewsko - podobnych samotniach.
Czego ja się domagam? Tego co zawsze. Żeby w 20. rocznicę wspaniałego polskiego przełomu nasi politycy zaczęli poważnie traktować siebie, swoje partie, naszą politykę, a przede wszystkim nas samych. Żeby rywalizacji polityków i PR-owców towarzyszyła rywalizacja ekspertów i think-tanków. 20 lat minęło. Nadszedł czas, by nasza polityka trochę spoważniała, by nie była doraźna, a najczęściej po prostu dojutrkowa. Oczywiście powstaje pytanie, czy jakość polityki mogą zmienić politycy, którzy na naszej tzw. politycznej scenie pojawili się 20 lat temu i którzy dzisiaj sprawiają wrażenie politycznych rentierów marzących niemal wyłącznie o utrzymaniu się w biznesie? Diabli wiedzą, może to jest pytanie kluczowe i od niego powinno się zacząć, a wszystko inne jest tylko odpowiedzi na to pytanie konsekwencją.

