Strona główna tvp.pl

Barack Obama nie będzie tracił czasu na pustą politykę miłości, felieton w Polska The Times, 24.01.2009

2009-02-17 15:45:08

Prezydentura Baracka Obamy jest obietnicą daną Amerykanom i całemu światu. Nie chodzi już o zmianę. Stany Zjednoczone potrzebują przełomu.

Niebywale ciężkie wyzwania, przed którymi stoi Obama, mogą go sparaliżować. Sądzę jednak, że w tym kosmicznie trudnym czasie dadzą mu coś, co skoczkowie narciarscy nazywają noszeniem. Dzięki świadomości wyzwań wśród społeczeństwa amerykańskiego, Obama dostał niezbędny rezerwuar dobrej woli i gotowości do wyrzeczeń. Dobry przywódca może to wykorzystać przy podejmowaniu krytycznych decyzji. Ale sama dobra wola społeczeństwa to za mało. W momencie kryzysu rozpoczynała się prezydentura Jimmiego Cartera i Ronalda Reagana. Pierwsza, delikatnie rzecz ujmując, była nieudana. Druga - wręcz przeciwnie.

Obamie bliżej do Reagana. Dlaczego? Administracja Cartera składała się w dużym stopniu z ludzi w Waszyngtonie świeżych. To wybitnie trudne terytorium. Nie przypadkiem Harry Truman twierdził, że "jak chcesz mieć w Waszyngtonie przyjaciela, to sobie kup psa". Obama nie popełnił błędu Cartera. Postanowił kupić psa, a swoją ekipę skompletował nie ze znajomych, ale z bardzo doświadczonych waszyngtońskich demokratów. Kampanii Obamy towarzyszyło hasło "Obama - no drama", czyli bez nagłych zwrotów, tylko spokojnie, swoim kursem do przodu. Na razie wszystko układa się znakomicie. Przejście od prezydenta elekta do prezydenta poszło w zasadzie zupełnie bezszelestnie, jeśli nie liczyć zgrzytów przy nominacji sekretarza skarbu.

Oczywiście, świetna ekipa to też nie wszystko. Mówiło się kiedyś, że George W. Bush odziedziczył po swoim ojcu bardzo dobry zespół. Był tam i Donald Rumsfeld, a w czasie kampanii - James Baker. Tak więc byli to też doświadczeni fachowcy, a nie zagwarantowali Bushowi sukcesu. Obama bardzo dobrze balansuje. Wie, że jest coś takiego jak społeczny entuzjazm, który jest czynnikiem politycznym.Trzeba go więc wzmacniać i podtrzymywać. Ale równocześnie jest też konkretna robota do wykonania, której żaden entuzjazm i propagandowe popisy nie zastąpią. Obama o tym dobrze wie. Jest wielce prawdopodobne, że już przed 13 lutego tego roku w życie wejdzie pakiet antykryzysowy. Coś już będzie zrobione niemal na samym początku i będzie można zająć się innymi sprawami

A tych ostatnich jest dużo i każda domaga się pierwszeństwa. Błędem byłoby jednak nazywanie którejkolwiek priorytetem. Jak z góry określić, czy ważniejsza jest reforma służby zdrowia, czy może gospodarka, czy trzy wojny, z którymi trzeba sobie poradzić?

To, co dzieje się w Ameryce, nie da się porównać z niczym, co spotkało nasz kraj. Po długich ośmiu latach prezydentury Busha nadchodzi przełom. Pamiętam, że na początku swojej kadencji poprzedni prezydent był na szczycie popularności. Teraz jest na samym dnie. Jeśli w głowie kroi mi się jakieś porównanie, to w ostatnich wyborach w Polsce również wielu Polaków odczuwało ulgę. Ale uwaga: różnica polega na tym, że Platforma wypłynęła na fali obywatelskiego entuzjazmu, ale praktycznie nie zrobiła wiele, żeby symbolicznie odkreślić poprzedni okres rządów. Natomiast Obama, tak jak Reagan, pokazuje że czas jego poprzednika się skończył.

Trochę jest w tym zasługi Busha, który oddał władzę z dużą porcją życzliwości dla swojego następcy. Bush był trochę niedocenianym prezydentem. Postawię kontrowersyjną tezę, że z perspektywy kilkunastu lat doczeka się pewnej rehabilitacji. Tak jak Harry Truman, który był miażdżąco krytykowany, kiedy ustępował z urzędu, a teraz wystawia mu się recenzje bardziej pozytywne, jeśli nie entuzjastyczne. Na razie jednak Bush bardzo szybko odchodzi w niepamięć, a Amerykanie czekają na energiczne działania.

Może nawet Republikanie uwierzyli w obietnicę Obamy, że to on będzie przywódcą na miarę kryzysu. 60 proc. republikańskich wyborców ma jak najlepszą ocenę o nowym prezydencie. Oczywiście, bardzo łatwo być lubianym politykiem, kiedy nie sprawuje się władzy. Wysokie noty Obamy u Republikanów są też symptomem rozproszenia tej partii, osłabionej błędami Busha. Ale wydaje się, że jest to przede wszystkim skutek zrozumienia grozy sytuacji. Kiedy przychodzą trudności, nie kaprysimy, tylko popieramy tego człowieka, którego mamy.

Ogromna większość Amerykanów kibicuje Obamie, bo miała dość Busha. Czuła, że potrzebna jest zmiana i że czas jest wyjątkowo trudny. Ameryka musi odbudować swój prestiż i optymizm, który gasł z powodu kryzysu i wojen. Poparcie to wielki kapitał polityczny, który Obama musi wykorzystać, by zrobić rzeczy niezbędne i trudne. Prawdziwy mąż stanu nie wpatruje się w sondaże jak w lusterko.

KOALQoJRaznjyrE (2011-03-10 16:29:35)

whF0b0 krwdsbzlfhtn, [url=http://appeqntksbhz.com/]appeqntksbhz[/url], [link=http://asatauaoomsb.com/]asatauaoomsb[/link], http://zlgndbnrusuq.com/

qXtjlhNDD (2010-05-30 12:51:13)

4C5Qdq iegwcvortkzi, [url=http://craozsrbknla.com/]craozsrbknla[/url], [link=http://dspnckfoivqt.com/]dspnckfoivqt[/link], http://fvefbafuyfns.com/

sAqMyWJQ (2010-02-17 13:36:36)

hYoCSM thacvzyqeojm, [url=http://fkmslqsgvsts.com/]fkmslqsgvsts[/url], [link=http://ithxhastiukp.com/]ithxhastiukp[/link], http://ysfrvgtsytaf.com/

UPGOKgJzDZTHWWIjv (2010-01-16 21:12:22)

el8R8X xcezzjcahugr, [url=http://aqsugsvizfgf.com/]aqsugsvizfgf[/url], [link=http://dgrjaxmtqygx.com/]dgrjaxmtqygx[/link], http://nkmfedncgmba.com/

DUMYmrpjUjMbIcGUOdY (2009-11-02 07:38:27)

B2X5hZ iluiaoiwazzm, [url=http://dwybmyjznifg.com/]dwybmyjznifg[/url], [link=http://ctbnehlebfbj.com/]ctbnehlebfbj[/link], http://ckmdloufoexv.com/