Pali-hipokryci, felieton w Gazecie Wyborczej, 16.01.2009
2009-02-17 15:37:23
Jest chyba tylko jedna rzecz irytująca bardziej niż kolejne wyskoki Janusza Palikota. Jest tym czymś żałosna hipokryzja wielu jego świętoszkowatych krytyków, którzy porzucili rolę pałkarzy, by wcielić się w fałszywą rolę arbitrów elegantiarum. Godna podziwu to przemiana, bo w czasie dwuletnich rządów PiS-u ich poczucie smaku wydawało się stosunkowo mało aktywne.
Poseł Palikot ma zaiste wielką moc - moc wybielacza sumień i pamięci. Niektórzy, może słusznie, może nie, nie wiem, mówią, że jest narzędziem w rękach Platformy służącym temu, by swymi coraz bardziej banalnymi prowokacjami "przykrywać" realne problemy tej partii. Ale wybielająca moc Palikota jest niepomiernie większa. Dzięki Palikotowi niedorobieni analitycy polskiej polityki mogą dojść do wniosku, że jej największym problemem jest rzekoma "palikotyzacja". Otóż po pierwsze, mylą oni skutek z przyczyną, po drugie, zatracają, prawdopodobnie świadomie, realną perspektywę, która każe stwierdzić, że owa "palikotyzacja" jest nie największym, ale najmniejszym problemem naszej polityki.
Janusz Palikot, co w ogromnym stopniu podważa jego zarzuty pod adresem lidera partii opozycyjnej, jest dzieckiem Jarosława Kaczyńskiego. Dokładnie.
Słyszę teraz, że Palikot właśnie przekroczył wszelkie dopuszczalne granice. Przepraszam, ale mam mało wyrafinowany smak, co utrudnia mi ustalenie ścisłej hierarchii rzeczy "przekraczających wszelkie granice". Zdaje mi się, że wszelkie dopuszczalne granice były przekraczane, gdy lider PiS-u mówił, że teczka urzędującego prezydenta RP (czytaj sowieckiego agenta) jest w Moskwie; gdy mówił o KPP-owskich korzeniach swych przeciwników; gdy większość ministrów spraw zagranicznych III RP (Geremek? Bartoszewski? Skubiszewski?) nazywano agentami Sowietów (czytaj zdrajcami Polski), a lider PiS-u autora tych słów nawet nie skarcił, ale go dalej promował; gdy prezydent RP zajął się korzeniami pani sędzi, która w procesie lustracyjnym prof. Gilowskiej wydała niezgodny z jego oczekiwaniami werdykt; gdy prezydent RP mówił, że pewną dziennikarkę wykończy. Palikot to przy tych ekscesach, jak mówi młodzież, małe miki.
Żeby była pełna jasność, nie twierdzę, że którakolwiek z tych wybitnie chamskich i odrażających wypowiedzi racjonalizuje i legitymizuje kolejne wyskoki Palikota. Twierdzę tylko, że jego obecne ekscesy należy widzieć we właściwej perspektywie. Jest on przecież (jeszcze jest) szefem komisji, a nie prezydentem czy premierem.
Naprawdę wzruszam się, gdy czytam teraz na pierwszej strony gazety, która przez dwa lata usprawiedliwiała albo ignorowała wszelkie draństwa poprzedniej ekipy, list z prośbą do premiera, by uspokoił Palikota. Palikot jest na pierwszej stronie tego dziennika czy też coraz bardziej dzienniczka, trzy dni z rzędu, bo brzydzimy się Palikotem, ale dzięki niemu ratujemy zdychający nakład. Ciekawe, że autor owego listu nie pisał w swoim czasie listu do premiera Kaczyńskiego z prośbą, by ten uspokoił samego siebie. Nie pisał pewnie dlatego, że zajęty był właśnie pisaniem na kolanach panegiryku na temat genialnego stratega, swą stylistyką nawiązującego do epoki opisanej w "Pamiątce z celulozy".
Druga sprawa, jako się rzekło, nie jest Palikot największym, lecz najmniejszym problemem naszej polityki. Rzecznik Praw Obywatelskich właśnie podjął mężną walkę z korporacjami. Ze wszystkimi poza tą najmocniejszą - korporacją polityków. To ona jest zamknięta bardziej niż wszystkie inne. To w niej można być albo totumfackim lidera, albo koncesjonowanym błaznem premiera. Samodzielnym politykiem z własnym mózgiem, z własnymi myślami i z własną pozycją w mediach można być w niej tylko na chwilę, zanim się z partii X, Y czy Z, nazwa obojętna, zostanie na kopach wywalonym. Ale tego problemu lepiej nie zauważać, lepiej świętoszkowato i faryzejsko zająć się Palikotem. Słuszne oburzenie posłusznych niby-polityków i cnotliwych mistrzów od nagonek.
Szkoda mi Janusza Palikota. Nie dlatego, że dostaje teraz cięgi. Raczej za to, że mając wszelkie szanse, by być ważną postacią polskiego, tak marnego teraz parlamentaryzmu, zgodził się pełnić rolę taniego prowokatora, by korzystając z finansowej niezależności mówić rzeczy mądre, a nie tylko, niestety, coraz mniej intrygujące.
Ale z całym szacunkiem, łatwiej będzie na prostą wyjść Palikotowi niż naszej nieszczęsnej polityce.

